RSS
niedziela, 18 kwietnia 2010
wielka miłość...

Najlepiej byłoby zacząć od początku... ale zastanawiam się po co.  Moja wielka pierwsza miłość. pięknie to brzmi, tylko dlaczego zawsze się kończy? Zawsze tak jest? Zakładając tego bloga myślałam o tym żeby wszytsko opisać-to OGROMNE UCZUCIE. I kiedyś podesłać linka do mojego byłego chłopaka. Żeby zrozumiał  to ile wycierpiałam. Ostatni raz jak sie z nim rozstałam, bo wiele razy sie z nim rozstawałam napisałam taką notke do pewnego psychologa..a napisałam coś takiego:

Witam, jestem 20-letnią dziewczyna. Postaram się w miarę swoich możliwości opisać swój problem... Będzie najlepiej jak zacznę od początku.

3 lata temu byłam radosną, optymistycznie nastawioną do życia dziewczyną. Jak każda nastolatka przeżywałam swoje "miłości". Z tego co wiem, jestem atrakcyjną osobą i mężczyźni zwracają na mnie uwagę. Zazwyczaj bywało tak, że każdy chłopakiem, z którym byłam, ranił mnie i kończyło się to rozstaniem.

Postanowiłam się odegrać i zabawiać uczuciami innych. Przez kilka miesięcy świetnie mi to wychodziło... do momentu kiedy poznałam Łukasza. Od razu coś zaczęło iskrzyć... chociaż przez pewien czas bałam się mu zaufać, kiedy to jednak to nastąpiło... było świetnie.

Nigdy tak fantastycznie nie czułam się z nikim inny. I pewnego razu powiedział, że to koniec. Twierdził, że przeze mnie stracił kontakt z kolegami, chociaż ja nigdy czegoś takiego mu nie zabraniałam. Wręcz przeciwnie, nalegałam na to, żeby spotykał się z kolegami... to wolał czas spędzać ze mną...

Myślałam, że tego nie przeżyję... przez pół roku próbowałam ratować ten związek... kiedy zaczęłam odpuszczać, on się odezwał... żałował, że mnie zostawił... chciał wrócić i bez większych starań wyszło mu to. Wróciliśmy do siebie... a po miesiącu było podobnie. Przestał się odzywać... bez powodu.

Chciałam umrzeć. Płakałam całym dniami. Pisałam do niego, dzwoniłam, a on milczał. Nie wytrzymałam... wzięłam tabletki... dzięki mamie żyję. Niestety... po 2-miesięcznej przerwie znowu się odezwał... twierdził, że był głupi... chce być ze mną i mnie kocha. Pozwoliłam na powrót... i tak było jeszcze raz na jakiś czas...

Zaczął mnie oszukiwać, jak byliśmy razem. Kiedy o tym się dowiadywałam, płakał i przepraszał. A ja mu wybaczałam... i kilka miesięcy temu znowu wróciliśmy do siebie. Ale ciągle było jakieś wypominanie. Od jego przyjaciela wiem, że oszukuje wszystkich... nie wie, czego chce... Może chodzi o to, że jego mama była z domu dziecka... i obdarzyła go nadmierną opieką. Wciąż traktuje go jak dziecko. A jemu jest tak wygodniej.

Jak byliśmy ze sobą... nie czułam się już szczęśliwa... ciągle płakałam... bo mnie ranił, a dla niego nie było powodów, dla których powinnam płakać.

Nic nie ma dla mnie sensu... po co w ogóle żyć? Wiele razy chciałam go zostawić... a on tak wykorzystuje to... że skoro chcę, to OK... a wie, że tego nie zrobię, bo go za bardzo kocham... Nigdy go nie ma, kiedy go potrzebuję... tak strasznie mi ciężko. Nie wiem, co mam dalej robić… bez niego nic nie ma sensu...

Tak bardzo chciałabym, by był taki, jak kiedyś... a nie jak teraz... zamknięty w sobie, nie myśli o niczym poważnie... jestem o niego strasznie zazdrosna... kiedy się nie odzywa... wyobrażam sobie, co może robić... w jaki sposób znowu mnie rani... czuję, że tego nie wytrzymam... tyle rozmów przeprowadzonych z nim - nic nie dały... w końcu przestałam się odzywać. Zmieniłam numer, ale nie wiem, co dalej? Bez niego zginę...



ROZSTALIŚMY SIĘ. Jakoś przeżyłam. Wiele razy próbowałam dzwonić do niego, szukałam sposobu żeby się z nim skontaktować- olał mnie.Nie będę pisała co stedy pani sycholog mi odpisała, bo to zbyt osobiste. Wiedziałam, że nic dla niego nie znaczyłam. Zaczełam się spotykać z różnymi osobami......i na tym dziś skończe.

23:59, madzia260390
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Refleksja

Zastanawiam się czy opisać moją wielką, pierwszą miłość..  Zakładając tego bloga, miałam inny cel, ale narazie nie będę pisała dlaczego. Zastanawia mnie to czy opisując to nie wróci to wszytsko o czym planowałam zapomnieć. Czy znowu nie zacznie"boleć", przecież układam już sobie życie z kimś innym... a jednak to zawsze boli.. ale myśle, że pisząc codziennie, przez jakis czas uda mi się to wszytsko opisać.  Ten mętik w głowie....

23:29, madzia260390
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 marca 2010
O miłości- o tym jak to boli...

Miłość powinna być czymś wyjątkowy...każdy dąży do tego żeby być kochanym i kochać.Teraz pytanie czy warto kochać? Dlaczego każdy z nas dąży do tego żeby kogoś poznać,pokochać,skoro potem i tak się rozczaruje. Czy nie warto  zrezygnować z milości? Po co cierpieć?Zawsze wszystko kończy się tak samo. Nie lepiej byłoby żyć w związku bez zobowiazań? bezangażowania się? Każy kto się zakocha obiecuje sobie, że już wicej razy nie pokocha... a potemznowu poznaje kogoś, po jakimś czasie następuje rozczarowanie, potem rozstanie.. ale takie błędne koło napisze innego dnia.